Dzien 24 - Mondonedo : Vilalba (37 km)

Zostalo jeszcze 122km do pierwszego celu - Santiago, gdzie przy odrobinie wysilku moge uzyskac odpust zupelny. Generalnie troche szkoda tych wszystkich lat grzeszenia, wiec pewnie hm... sobie odpuszcze.

Drugim celem jest Fisterre, czyli tzw. kraniec swiata. Trasa ta datuje sie nie tylko na czasy przedchrzescijanskie, ale tez przedindoeuropejskie. Prowadzi pod droga mleczna, prosto na skalne urwisko. Przy podrozy noca - wrazenia niezapomniane.

Istnieje ponoc tradycja wedle ktorej mozna przez droge niesc swoje problemy i wyrzucic je za kraniec na koncu drogi. Jeszcze nie jestem pewien czy chce i mam co wyrzucac, zwlaszcza ze generalnie zakladalem ze nie bede rzucac soba.

Dalej hasam z Sergio, choc powoli kwitnie mi mysl "how can I miss you if you won't go away". Tak na pare godzin do dnia. Z reszta mam podejrzenia, ze moj hiszpanski ktory operujacy na poziomie kilkulatka, ktory wykul troche laciny moze byc meczacy nie tylko dla mnie. No coz, pogadamy i zobaczymy co sie urodzi. Spore szanse ze czekaja nas co najmniej dwie noce pod gwiazdami i marsze w deszczu, co moze wystawic na ciezka probe nawet wieloletnie znajomosci.

Miejsce do spania dzisiaj - srodek strefy industrialnej, najblizszy punkt zaopatrzenia 2km dalej. Szau. Nie wiem, kto to zaplanowal

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz