Dzien 23 - Ribadeo : Mondoñedo (37.4 km)

No dobra... jakos tak dziwnie nawarstwily sie okolicznosci przyrody, ze nie bylo wspolnego gotowania. Co wiecej, nie bylo tez miejsca na podlodze w schronisku. Ujmujac sprawe doslownie - skonczylem pod mostem. Bardzo doslownie, bez metafor i przenosni.

Okazalo sie, ze wprowadzajac sie pod most zlozylismy wizyte pewnemu calkiem sympatycznemu bezdomnemu, ktory nie tylko opowiedzial nam historie swojej kwatery, ale tez chcial podzielic sie swoim kartonem. Bo mial dwa. Mimo ze nie skorzystalismy, to nie wiedzialem co powiedziec - za caly ziemski dobytek majac dwa kawalki tektury, jeszcze sie moc podzielic... Nad ranem zbudzily mnie pierwsze ciezarowki i swiatlo latarni, ktore pomylilem ze wschodem slonca. Co zaskakujace - sie w miare wyspalem.

Po owej uroczej nocy podreptalismy zwyczajowy niemal dystans, acz w niezlym tempie. Miasto w ktorym skonczylismy - urocze i bardzo spokojne - maja jeden radiowoz; takie miejsce gdzie mozna wpasc na dwa tygodnie doczytac wszystkie zalegle ksiazki.. Schronisko zarzadzane przez lokalna policje, z reszta umieszczone kolo aresztu.

Jak sie za to dalsze plany nie uloza, to czekaja nas kolejne dwie noce pod gwiazdami. Jej! Nie ma to jak dostac z samego rana rosa w twarz...

1 komentarz:

  1. dziwiłem się wprzódy, że mało kto komentuje, ale to pewnie z przyczyn podobnych do mych własnych. czytam nieodmiennie zatchnięty na amen i słów wprost nie znajduję. [dalej następuje rozpłynięcie się niewysławialne nad treścią, stylem i całą resztą.]

    OdpowiedzUsuń