Dzien 21 - Cadavedo : Navia (35 km)

No dobra, jakies dwa dni temu poznalem bande Hiszpanow, czy moze dwoch wlasciwie z jednostkami orbitujacymi wokol. Tak sie okazjonalnie pogadalo czasem, choc ja po ichniemu nie bardzo, oni po mojemu jeszcze mniej.

Dzisiaj rano wychodzac ze schroniska zlapalem chwilowo wspolne tempo z niejakim Sergio (Baskiem, jak sie okazalo) i z braku laku a innnych mozliwosci zastosowalem Hiszpanski. Gramatyka praktycznie rozlozyla kolana nim sie do niej zblizylem i dumnie znosila gwalt za gwaltem. Skladnia i wymowa poszly w las i tyle je widzieli. Mimo tego komunikujemy sie od dobrych osmiu godzin i jakos to dziala.

W efekcie skonczylem w jego towarzystwie pare kilometrow dalej niz orginalnie planowalem, co pewnie przesortuje tez dalsze plany. Generalnie zlapal wysoka lokate w kategorii znajmosc z Camino, bo pierwszy raz ktos zmusil mnie do uzywania jezyka ktorego ucze sie od trzech tygodni w stopniu, ktory zwykle wymaga parunastu miesiecy nauki. Dobrze jest, zakladajac ze starczy mi cierpliwosci na dluzej.

2 komentarze:

  1. Heh, szalu nie ma pewnie, ale cierpliwy do uczenia i dosc cfany :D

    OdpowiedzUsuń