Dzien 18 - Sebrayu : Avilles (62.7 km)

Ta. Pobilem swoj zyciowy rekord. Wg wczesniejszego planu mialo to byc 51-53km, acz po wszystkim okazalo sie, ze jest duzo wiecej. Teraz tak - dlaczego sie na to porwalem.

(A) Nie podobal mi sie Gijon. Nie lubie duzych miast, a szczegolnie duzych miast na szlaku. (B) Chcialem sprawdzic, czy sie uda.

Z perspektywy czasu stwierdzam, ze czysto teoretyczna swiadomosc wlasnych ograniczen jest lepsza. Mniej boli. Dosc powiedziec, ze hospitalero ktory mnie przyjmowal nie byl w stanie wykrztusic z siebie slowa. Wygladalem w miare niezle, choc ostatnie kilka kilometrow poddawalo sie absolutnie wszystko - od tchu, przez sciegna, po miesnie i stawy. Targal do przodu tylko upor.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz