Dzien 17 - San Esteban : Sobreyu (28.4 km)

W San Esteban nie bylo sklepu, baru ani innego przybytku pozwalajacego sie zaopatrzyc w pokarm. Podobnie jest tutaj, szczesliwie tym razem targalem wiecej jedzenia na grzbiecie i nie musialem jechac po zelaznych zapasach i podobnych cudach. Sila rzeczy dzwiganie takiego dobytku na plecach jest srednio przyjemne.

Camino z jednej strony dziczeje, bo miasta mniej czeste a mniejszcze, z drugiej strony robi sie coraz wiecej ludzi. Troche jestesmy zmuszeni do blizszej integracji, bo mniej miejsc gdzie mozna sie zatrzymac a spanie po chaszczch nie zawsze jest fajne. Nie zebym mial chwilowo szczegolna ochote na integracje. Jakos samodzielnie na szlaku, z wiatrem w uszach jest mi weselej. Ciekawe czy to juz zostanie?

Pamietam z reszta z ostatniego Camino pewnego Niemca ktory wyszedl na szlak i tak mu zostalo. Kiedy go poznalem (2008) mial akurat dziesieciolecie wedrowania. Wydaje mi sie, ze wedruje wciaz. Wczoraj tez sie Niemiec trafil, tez o spojrzeniu gdzies wykraczajacym poza granice powszechnie spotykanej rzeczywistosci i lekko tchnione przez zaswiat. A ze dziwny byl z lekka, to inna bajka.

Odcinki troche krotsze, bo ma srednio wypadac po 25km na dzien, acz jak mnie jutro ruszy, to poleze 51. Zobaczymy czy sie uda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz