Dzien 14 - Santillana del Mar : San Vincente de la Barquera (34 km)

Woda ze swietego zrodelka chyba nie miala jakiegos szczegolnego wplywu. Czuje sie zupelnie normalnie, jak na noc spedzona pod wiata w polbizu kosciola z dzwonnica. I dzwonem. Dzwoniacym kazda jedna godzine. I polowki miedzy nimi. Niestety przejscie trasy w wersji pelnej nie pozwalalo na inne opcje. Za to miasteczko bylo dosc urokliwe (utrzymano sredniowieczny styl), choc mocno turystyczne.

Ze slabszych motywow - kolano znow sie narzuca. Po dluzszych negocjacjach ustalilismy ze w zamian za chwile przerwy i odrobine tunczyka poniesie jeszcze kilka kilometrow. Udalo mi sie nawet wyprzedzic jednego Wlocha, ktory wyglada jak wcielona lekkoatletyka. Ha! Miejsce gdzie doszlismy wydaje sie calkiem sympatyczne, choc lekko niepokoja mnie gory na horyzoncie. Z horyzontem, to jest tutaj w ogole sliska sprawa - cokolwiek ciekawgo sie na nim pojawi, predzej czy pozniej oglada sie z bliska. I tak trzy razy dziennie.

Nic, jutro jeszcze raz 40km, wiec trzeba sie uwinac. Po kolacji, ktora gotowalismy stadem zostalo jeszcze pare rzeczy do zrobienia. Gotowanie bylo z reszta calkiem fajne, mimo barier jezykowych marchew obiera sie wszedzie podobnie. Poogladalem, popomagalem i bylo milo. Z reszta zrobienie jedzenia na 30 osob juz sie kiedyz zdarzylo. Szefowa przybytku wsppminala cos o adopcji...

2 komentarze:

  1. okłady z kapusty... dorwij gdzieś kapuste..i roztłucz kamieniem żyłki w liściach (czyli liście :) i rób okłady.. na noc owijaj ... pomaga... moim kolanom pomogło jak niechcący pomyliłem kolano z gwoździem.. a młotek sam chciał... pozdrawiam już z pomazurskiej eskapady... Góry nie takie straszne

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh, sporo sposobow slyszalem, o kapuscie jeszce nie... Obawiam sie, ze trudna ja znalezc w lesie, ale bede pamietal na przyszlosc :).

    Eskapada tez juz skonczona, jeszcze tylko musze dojsc trzy dni na autobus i przerzucam sie na transport kolowy.

    OdpowiedzUsuń