Dzien 13 - Santander : Santillana del Mar (43 km)

Zapomnialem wczoraj wspomniec, ze jednym ze wspolprowadzacych schronisko byl tez starszy pan, ktory mowil m.in. po niemiecku. Sprawa o tyle podejrzana, ze normalnie Hiszpanie mowia tylko po swojemu, w ostatecznosci przyparci do muru i/lub pijani - po angielsku. No nic, taki ewenement.

Finalnie okazalo sie ze wspominanych kilometrow jest 43. Liczylem co do jednego. Powodem poprowadzenia trasy w ten sposob byl most. Oczywiscie nie byl to jedyny most w okolicy, trase dalo sie skrocic o dobre 10km przechodzac przez ktorykolwiek wczesniej. Ten most mial jednak znaczenie historyczne.

Tak z reszta dziala Camino. Jezeli tylko w zasiegu kilku-kilkunastu kilometrow znajduje sie cos aby odrobine historycznego to Camino tam wiedzie. Mniej wiecej: "mamy zabytek i nie zawahamy sie go pokazac". Kazdy starszy kosciol po drodze, kilkumetrowe fragmenty rzymskich drog, mosty, klasztory... pelen kram. Acz z drugiej strony mozna sie naogladac.

Na marginesie, calosc trasy Camino jest tradycyjnie znakowana zoltymi strzalkami (ponoc to maryjne). Zdarzaja sie odstepstwa na rzecz muszlek, czy innych drogowskazow, strzalki jednak dominuja. Ha! Coz wymyslono w okolicy? Zoltymi strzalkami z wypisana numeracja znakowane sa mniejsze uliczki. Ze w jedna numery od 1 do 40, a w druga od 40... tak co by sie listonosz nie gubil. Coz tam pielgrzymi...

Calosc wzmiankowanego wczsniej kilometrazu znioslem dzielnie, dopiero ostatnie 3 - 4 kilometry byly trudniejsze. Cena byl lekki zgon, ktory zapoznana niemka podsumowala: "mein akku ist leeeeer...". Moze lepsza kondycja to efekt przypadkowego napicia sie wody ze swietego zrodelka? Dopiero gdy skonsumowalem zaczli zjezdzac sie ludzie z butelkami i zauwazylem pewna kapliczkowatosc lokalu. Martwi mnie to troche, jeszcze sie dobry zrobie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz