Dzień 1 - Madryt


Tak, do wejscia na poklad samolotu wszystko bylo pieknie. Od momentu oderwania sie od ziemi - jakby mniej.

Lot byl jednym z tych bardziej turbulentnych, choc przyznam ze albo sie przyzwyczajam, albo to jakies przeznaczenie, bo po raz pierwszy mialem niesmiale przekonanie, ze jednak dolecimy.

Po ladowaniu pdezwalem sie do znajomego taja, acz uslyszawszy propozycje wyjscia w miasto rzucilem asertywnie "nie pije". Niestety aparat mowy wszystko znieksztalcil i wyszlo "no jasne"... Aj, widoki maja ladne w tym Madrycie. Chyba sie ciesze na wrzesniowa impreze, choc mam przeczucie ze widoki mowia tylko w lokalnym jezyku.

Ach, tak.. w hostelu wpadlem jeszcze w tlumaczenie francusko-hiszpanskie, choc drugiego z jezykow ponoc nie znam, a pierwszy tez slabo. Za to niewatpliwe uroczy pan recepcjonista z ladnym usmiechem przydzielil mi jedynke, zamiast wspolnej sali. Dobre miejsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz