Zwierzyniec.

No formalnie mi się zwierzyniec rozwija. Od przedwczoraj cały czas słyszę niewidzialnego kota, który usiłuję pożreć lampę! Niestety - ilekroć się odwrócę bestia milknie i jest niewidzialna.

Jasne, mieliśmy już kiedyś niewidzialnego na mieszkaniu, na szczęście gQ pochwycił go i przerobiliśmy paskudę na leczo. I niewidzialne paputki. Niestety dość szybko zginęły. Była też plaga dusimyszy, pod wanną uporczywie mieszkają bobry które zjadają czas wolny, że nie wspomnę o nutriach które tylko czekają by wychynąć z pawlacza na żer.

Teraz tak... zastanawiam się, czy to delirka związana z nieco bardziej imprezowym życiem ostatnimi czasy, czy też chwilowe zaburzenie paradygmatu i obowiązującej rzeczywistości. To się moze da jakoś kontrolować? Boje się że bestia niedługo połknie szafę...

Ach, poza tym wszystko w normie. We czwartek się ponoć bronię. Ha!

1 komentarz:

  1. dobrze, że nie widzisz białych myszy:):):)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń