Zen, k***, zen

Jestem oazą spokoju, krynicą opanowania, ukojeniem wzburzonych, klawesynem chiromancji, zagładą niepokornych, pomst... wróć. Lekko męczy mnie już ten tydzień. Taki tydzień na przeczekanie. Dotrwać do wyjazdu. Jasne, że jeszcze impreza na którą cieszę się jak diabli, bo i zaproszone grono zacne jest i ważne. Było nie było przez te parę lat, a w podskokach do parunastu całkiem fajne ludzia się zebrały i miło będzie zobaczyć te pyszczki w jednym miejscu.

Acz z drugiej, sobacza mać, siedzę na tyłku i nic zrobić nie mogę. Tylko kolejne rzeczy rozdaję (metrową szeflerę komuś?). I czekam, ZEN!, czekam. Tylko ksiażki popakowane grzecznie leżą hałdą w rogu. Książek nie oddam. Zakopię ze sobą! Dość?

1 komentarz:

  1. Ja też nie oddaję książek, chociaż miałem taki zamiar wcześniej.

    OdpowiedzUsuń