Niewidzialnego kota przypadki różne.

Ta. Przygody. Jak to trąbię wszem i wobec - bronię się. Inna rzecz, ze wydaje mi się iż więcej tego trąbienia niż bronienia. Bo kiedy już po rozlicznych przygodach i negocjacjach, udało mi się złożyć pracę (w pięciu podejściach i dwóch maratonach na dystansie 8km), to zacząłem się bawić w administrację.

Człowiek pinball, po prostu. Mam magiczna moc odbijania się od biurek. Nie będę opowiadał o próbie zamknięcia unieważnionego konta bibliotecznego. Tak! Musiałem reaktywować konto, żeby je unieważnić. Ręczę, że nawet nie zachichotałem, co najwyżej stałem z wyrazem "Bardzo Kamienna Twarz nr 15". Ok... może cichutki gulgot mógł mi się wymknąć.

Myślałem że to koniec przygód... ta... W poniedziałek potwierdziłem termin obrony. We wtorek promotor potwierdził termin obrony. W środę okazuje się, że może jednak nie, bo chyba coś z papierami nie tak. Co wyjaśni się z rana. A teraz siedzę sobie, naprzemiennie przegryzając się przez asymetryczne algorytmy kryptograficzne, ustawę o podpisie elektronicznym, czy też realizacji komercyjnej otwartego oprogramowania. Wszystko to w płonnej nadziei, że jutro będę sobie mógł o tym z kimś porozmawiać. Komisją przyznającą magisteria, na ten przykład; choć wierzę, że osiedlowa bohema monopolowa też chętnie by posłuchała.

Wrr.

PS. Wiem, jak załatwię niewidzialnego kota! Rozsypię pinezki wokół lampy. Tego się bestia nie spodziewa!

1 komentarz:

  1. Powodzenia! jak by było coś nie tak to daj znać, poszczuję ich Tomkiem :)

    OdpowiedzUsuń