Dzien 2 - Irun

Ostatni dzien na spokojnie, od jutra marsze. Swietne schronisko, jest lozko, ciepla woda i tylko po 6 osob na pokoj. Prowadzacy tez mili, choc pani miala dziwne podejrzenia ze zwinalem jedna z pamiatek. To juz raczej jej problem, bo kapuche wrzucilem gdzie kazala, wrecz z naddatkiem.

Zapoznalem tez jakichs dwoch polakow (tyle jezeli chodzi o trzymanie sie z dala od Polakow na wyjezdzie), ktorzy Camino robia po raz pierwszy. Jeden z kolegow byl strasznie zaskoczony znakowaniem szlaku (zolte strzalki w dziwnych miejscach), sporo pytan maja, ale jakos srednio sie dziwie... tez nie wiedzialem jak ugryzc pierwsze Camino. Mam tylko nadzieje, ze nie przerodzi sie to w jakich dlugotrwaly uklad.

Reszta na razie bez rewelacji, przerzucam sie powoli na diete oparta na tunczyku, ktorego z reszta spore ilosci mieli w sklepie nieopodal. Bardzo wygodne pozywienie, nie psuje sie, w praktycznych puszkach i w ogole. Bede go miec strasznie dosc po powrocie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz