Z pożegnań

Beznadziejnie dramatyzuję. Z reszta podobnie jak beznadziejnym romantykiem jestem. Absolutnie każdy romantyzm wychodzi mi beznadziejnie. Mimo tego w lekko wyciszonym ostatnio nastroju zebrałem się za porządkowanie ostatnich spraw na miejscu, przyszłą też pora na pierwsze oficjalne ogłoszenia.

Nawet nie wiem, jak doszło do tego, że gdzieś w międzyczasie zaplątało się w okolicy tylu niesamowitych ludzi. Pozwolę sobie oddać z resztą głos koleżance, która na list z wiadomościami odpowiedziała następująco:

Jedz w pizdu! A potem wróć i opowiedz.

Przecież to moja historia, moje pragnienia - te niespełnione; moja decyzja - ta niepodjęta; moja odwaga - tu wydygałam. Bierz dupę w troki i rób to, na co mnie zabrakło odwagi żeby zrobić, realizuj siebie i swoje marzenia.

Byłeś dla mnie paskudny i nigdy nie myślałam ze Ci to powiem, ale jestem z Ciebie dumna. Pewnie to, co przeżyjesz będę chłonąć jak swoja własną opowieść :)


I jak ty myśleć, że idziemy sobie samodzielnie, nie mając wpływu na to co się wokół nas dzieje? Podziękowania zatem sympatycznej, ongiś niezbyt ogarniętej, nieznającej słowa szydera istocie, którą poznałem cztery lata temu, a która napisała powyższe.

4 komentarze:

  1. ...jak z tym jedwabnym przyspieszysz nieco to być może gdzieś na szlaku w okolicach... wsadzimy sobie po kadzidełku...w zęby...a tam zielska duużo rośnie..

    OdpowiedzUsuń
  2. ...ty mi powiedz tylko, że na jedwabny idziesz a wezmę znajdę i poduszką zaduszę :). Co się podziało?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej, ale będziesz tam z tego szlaku czy czego, co jakiś czas, pisał, będziesz, prawda, prawda?... Bo ja już tęsknię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, będę pisał, będe. Z ostatniego też pisałem jak poszukać w archwiach :)

    OdpowiedzUsuń