...a nie mówiłem?

Ja wiedziałem że tak będzie. Wiedziałem, że pozwolę sobie na chwilę nieuwagi i mi się to wszystko wymknie z łap. Ale po kolei... ilość szczęścia we wszechświecie jest wartością stałą. Jeżeli jest go gdzieś więcej, to gdzie indziej musi być go mniej. Takie prawo natury i dlatego Australia jest szczęśliwym krajem. Z tego powodu planuję tam kiedyś jechać - albo załapię się na wózeczek, albo przepłoszę szczęście do ojczyzny i będę utrzymywał że to patriotyzm.

Ostatnio odnoszę wrażenie że takie samy zasady obowiązują prawdopodobieństwo na udane pożycie i sama moja obecność zwiększa możliwość znalezienia drugiej, czy trzeciej połówki, zakładając oczywiście że nie chodzi o mnie. Po prostu generuję anty-związkowość, która przepłasza związkowość na innych. W zamian mam ciekawe życie - fajnie, nie?

Wiedziałem, że coś jest nie tak już dobrych kilka lat temu, kiedy to pewien blondwłosy arab wyłączył mi wszelaki rozsądek, godność i zdolność trzeźwego myślenia. I to na jakieś dwa lata. Niestety miał jedną zasadniczą wadę - niepokojącą skłonność do kobiet. Wiem, wiem... moglibyśmy z tym walczyć, ale cóż - nie chciał. Ja tam dalej wierzę że byłoby ok, ew. przykułoby się go do kaloryfera.

Siłą rzeczy dwa lata zostawiają rysy na mózgu i niezdrową skłonności do pakowania się w pomysły, przy których Louis de Funès wymięka. Mniejsza o szczegóły, przynajmniej na razie. Ale po kiego ch*** (choć jak powiedziała by ciotka: "no własnie") bez żadnego namysłu wpakowałem się w ostatniego człowieka? Fajnie było, miło tylko że on chyba bardziej potrzebuje czegoś na stałe, chyba planuje coś na stałe i to coś bynajmniej nie ma na imię Adam, a raczej Ewa. A że ja wyjeżdżam, to o co mogę mieć pretensje? Nosz baszd meg, fasz kivan... a mnie chce się brać sporo chłodnych prysznicy, wyć do różnych ciał niebieskich i zbierać stokrotki. Z tym ostatnim walczę.

PS. Wspominałem że w ogóle w międzyczasie odbija mi się od telefonu, maila, kilku profili itd. etc. inny młody człowiek, który zupełnie nie konotuje faktu że ja %$#@% wyjeżdżam i chce jechać z? No czeski film.

2 komentarze:

  1. ups...

    ja po przeczytaniu całego bloga też się zauroczyłem

    OdpowiedzUsuń