Koniec

Nie, bynajmniej nie pisania. Koniec mnie na dobrą sprawę. Straciłem żoj de wiwr już zupełnie. Czas położyć się pod wykładziną i zacząć rozkładać. Ot, jak doszło do tej tragedii?

Licznym znana jest ma akademicka kariera, która niedawno obchodziła swoja ósmą rocznice. Tak, jestem studentem i się tego (zazwyczaj) nie wstydzę. Fajnie wszystko szło przez pierwsze cztery lata, acz połączenie ostatniego roku z pracą tak jakby nie zrobiło jej dobrze. Rzutem na taśmę przeszło jeszcze szemrane absolutorium, a dalej sprawa się rypła.

Z okazji znikania za granicę postanowiłem podpiąć swe akademickie wyczyny pod akumulator i nadać im pozory życia. Poczynając od maila "uczęszczałem na pańskie seminarium w roku 2006..." poprzez serie brawurowych eskapad do dziekanatu ("ach, to znowu pan..."), dalej - zakładanie wszystkich kont akademickich ("przecież mówię, że replikacja w niedziele i się nie da!"; da się - tak przy okazji, da się...), po zarwanie niemal wszystkich nocy przez ostatnie trzy tygodnie. I tak powstała praca.

I tu jest sedno. Oddałem pracę. Trzy lata każda czynność była podszyta poczuciem winy. Brałem się za oglądanie serialu ("przecież powinieneś..."), książkę ("ale pamiętaj o..."), ostatnie myśli przed zaśnięciem ("nigdy się nie obronisz..."). Każdy, nawet najmniejszy drobiazg miał posmak zakazanego owocu. A teraz? Teraz ja i oceany czasu i wolności... i nie chce się. Seriale już nie bawią, nawet nie za bardzo chce mi się imprezować. Czas umierać, ot co...



PS. Strony 28-40 swojej pracy dedykuję winnicy "Cono Sur". Na trzeźwo bym nie przebrnął.

3 komentarze:

  1. A gdyby Ci się chciało, masz co oglądać? Wszystko ma przerwę wakacyjną, a co nie ma, jest nowością albo come backiem (Lie to Me), na który można poczekać.
    Bo wiesz, z wyjątkiem tego, że mnie się seriale oglądać chce (ino ni ma, panie), i moja kariera (so far) trwa 7 lat (4 uczelnie... to dłużej, to krócej), to... been there, sister!, opisałeś moje życie (naukowe).

    Kurde, GRATULUJĘ zebrania się w sobie! Może i mnie się przydarzy (musi!). :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A w sumie nawet mam - zostało jeszcze trochę zległości (The Mentalist, House). Wyszedł jakiś czas temu drugi sezon United States of Tara (polecam!) i postanowiłem sprawdzic jak wygląda Mental.

    Heh, no spoko, da się osiem więc trzymam kciuki że też się uda :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No chyba że zaległości. To tak. Tydzień temu obejrzałam 3. sezon "Damages" (uch, taki wyczekany smakował jeszcze lepiej - z miesiąc leżał i czekał na wolniejszą chwilę, no i Arthur Frobisher... oraz Ray Fiske i Leonard Winstone - ja i mój daddy issue :]). "Tarę" nie dalej jak wczoraj chciałam ściągnąć, jeno nie ma jeszcze w porząd(a)nej rozmiarówce, więc... po zakończeniu semestru se obejrzę.
    "House" ma mniamuśną końcówkę sezonu. :)

    OdpowiedzUsuń