Hałsfrał

Kocham myć okna. Jest to jedna z moich ulubionych czynności w gospodarstwie domowym. Jedyne co lubię bardziej, to bić potylicą w futrynę do utraty przytomności. Gdzieś pomiędzy upchnąłbym jeszcze prasowanie. Dziś w ramach dbania o nasze małe ognisko domowe umyłem część okien, resztę planuję zaraz po tym jak dla przyjemności wbiję sobie gwoździa w stopę.

W ogóle to nasze małe ognisko domowe nabiera ostatnio werwy i życia. Właściwie to już powoli nie ognisko, a stos całopalny. Wszystko to za sprawę jednego młodego człowieka. Nie będę pisał bardzo źle, bo jeszcze się rozniesie a parę tygodni trzeba wciąż przetrzymać. Niestety - są chwilę iż mam myśli. Np. tak leże sobie wieczorem i myślę, że przecież każdy może się zadusić przez sen poduszką. Albo potknąć i zabić uderzając głową o stół szesnaście razy.

Żeby było śmieszniej nie chodzi o rzeczy poważne. Bo jak poważne jest plądrowanie lodówki. No może i poszedłem na zakupy planując śniadanie, poukładałem wszystko w lodówce, a chcąc rzeczone śniadanie zrobić - zastałem jeno przestraszony i samotny plasterek sera leżący smutno w półeczce. Kij z tym - chleb też wyszedł.

Bah, żeby ten chleb wyszedł kulturalnie, gdzie tam. Narobił chlewu na pół posprzątanej własnołapnie kuchni, rozlał sos po blacie, wysmarował naczynia olejem, zużył ketchup i zabrudził połowę zastawy, po czym demolując półkę na obuwie spryskał się moja wodą toaletową i nonszalancko wyszedł... Cóż za pieczywo teraz robią, po prostu swołocz.

Jestem cierpliwy, co z resztą w takich wypadach jest pewnym problemem, bo nie jestem w stanie nauczyć pieczywa że istnieją zasady. Wierzę niezbicie że każda kajzerka ma swoje poczucie przyzwoitości, acz okazuje się, że nie jest to regułą. Okazuje się wielokrotnie, inna rzecz. Nic, przeczekam, to już niedługo. No, zastanawiam się tylko jak bardzo złe byłoby, gdyby mi się np. coś rozsypało do oliwek...

2 komentarze:

  1. Podziwiam, choć właściwie nie wiem czemu, wszak na I roku też miałam takiego "kajzerka" i też skończyło się na przeklinaniu go w myślach i opowiadaniu dykteryjek znajomym. I teraz żałuję, że nie powiedziałam tego i owego do słuchu, bo pewnie nikt mu nie powie (świętej krowie) i będzie szła taka pierdoła przez życie, i szła, i szła, i szła, i następnych ludzi wkurwiała, wkurwiała, wkurwiała... Weźże co zrób! Rebeliaaaa! W imieniu własnych, niespełnionych, niewyżytych pragnień namawiam do zrobienia z tym porządku. Nasyfił w świeżo posprzątanej kuchni. Tego nie można tak zostawić... :>

    OdpowiedzUsuń
  2. sloneczneswiatlo25 czerwca 2010 11:25

    widzę, że zaglądasz czasem do Amelii (amelia-gej swego czasu byłem jednym z komentatorów i kręcił mnie jego styl pisania).

    No i masz współlokatora. Ach. Co ja mam ze swoimi... apokalipsa jakich mało

    Wszedłem na Twój profil na fellow - i przyznaję się do tego, - dlatego, że ładniutki jesteś. Twój wygląd dla mnie, zapalonego i napalonego mola książkowego okazał się jednak niczym w porównaniu ze stylem pisania i przestrzeganiem interpunkcji. We współczesnych blogosferach należy to już do rzadkości.

    Pozdrawiam mrocznie i namiętnie :*
    SunLight

    OdpowiedzUsuń