Zielony żurb i pół jeżoskoczka.

Właśnie byłem sobie sprawdzić, czy Wawel wciąż stoi. Wiem, wiem - niby i zamek, niby kupa kamienia ale ja bym tam nie był go taki pewien. Dobrze pamiętam, że co najmniej przy kilku okazjach Krakowska architektura była nader ruchliwa. Jedna kamienica to dała mi w pysk za dwa razy chyba. Nie żeby w świetle dnia i przy świadkach - co to, to nie. Jasne że ciemną nocą, nad ranem gdy człowiek zmęczony wracał do domu.

Na szczęście teraz już nie będę tak często wracał sam. Otóż pojawił się w życiu nowy osobnik. Co prawda początki zapowiadały się nieśmiało - i w łóżku lekko chłodny, i w budżecie wychodzi raczej in minus, ale myślę, że będzie nam ze sobą dobrze. Szkoda tylko, że raczej nie gotuje i zmywanie też nie najlepiej mu idzie. Ma za to budzik, internet, odbiera pocztę a jak nacisnąć odpowiednie miejsce na ekranie to i zadzwoni! Starego trochę mi szkoda, ale zasłużył już na emeryturę. Ach... wabi się Pimpuś. Pimpuś Desire.

A, i dzisiaj takie coś wygrzebałem. Stareńkie to, ale pamiętam jak kiedyś utkwiło mi między uszami. Teraz może już bez szału, ale jakoś lubię pani głosik:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz