Wieszczu, wo wohnst du?

Okazjonalnie muszę sobie powtarzać jaki jest dzień tygodnia. Od dobrych kilkunastu godzin wpadam w odruchowe przeświadczenie że jest środa. Sprawa nabiera niepokojącego obrotu, gdyż większość otoczenia znajduje się już w piątku.

Sprawa rozbija się znów o Złoty Strzał jakim jest kombinacja studiowania z pracą na etat (czy coś półtora) i radosną próby organizowania opuszczenia kraju. Jako że kwestia studiów jest kluczowa dla punktu trzeciego, to chwilowo leży w kącie i czeka. A bilety drożeją.

Byłoby może łatwiej gdyby nie wieszcze zapędy. Niestety... najlepszą, wręcz optymalną porą pracy umysłowej jest dla mnie środek nocy. Między pierwszą a trzecią tak mniej więcej, w miarę możliwości w wysprzątanym na połysk pokoju z kadzidłem dymiącym gdzieś w tle. Byron miał ponoć podobnie - tworzył tylko nocą odziany w białą koszulę. Zakładam za to, że nie musiał wstawać z rana i pełznąć do biura

Patrząc tak na ostatnie strony pracy to coś jest w tym wieszczeniu. Gdybym pisał opierając się na faktach wywróżonych z kocich wątpi byłoby to równie spójne. Nic, dokończę rozdział i zdrzemnę się chwilę. Jeszcze tylko jeden. Jedna noc. Potem ze dwa czytania i koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz