Opowieści...

Nim przejdziemy do rzeczy - piosnek. Jak normalnie nie lubię hyp-hopu to do tego kawałka załapałem już sentyment.


Jakoś mi tak zawsze wychodziło ciekawe życie. Jasne - najczęściej przypadkiem, czasem można nie wyrabiać, okazjonalnie bywa mniej barwnie, acz w niektórych momentach... Otóż pewien Kanadyjczyk mocno Kazimierzowskiego pochodzenia postanowił nawiedzić ziemie przodków i zagadał o lekkie oprowadzenie.

Prowadzenie... prowadzanie... no przecież każdemu może się pomylić. Nie mam pojęcia kiedy sprawa wymknęła się spod kontroli, acz jest pewien urok w radosnym zdobywaniu pomieszczenia z buta, gdzieś po sprincie przez deszcz i innych trącących romansem zagraniach. Właściwie to khm...

Wymykanie się spod kontroli w którymś momencie samo się wymknęło, co chwilowo może pozostawię w niedopowiedzeniu. Wciąż się zastanawiam, czy zaszczuty i połamany kręgosłup moralny wyjdzie jeszcze kiedyś spod sofy.

A tak zupełnie na serio, to ostatni tydzień pozmieniał sporo, jeszcze tylko go muszę dogonić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz