Pesto z mokrego kota

Nie znoszę kolendry. Szczerze - pierwsze skojarzenia smakowe mam z mokrym kotem. Albo namydlonym karaluchem. Głupio jednak się tak upierać - w sumie jak byłem młody i gł... nie tak mądry, to oliwki też mi nie podchodziły.

Na szczęście jakaś dobra dusza podrzuciła mi przepis na pesto z mokrego kota, które podane wczoraj wyszło bardzo ładnie. Przepis tutaj.

2 komentarze:

  1. Nigdy nie próbowałam mokrego kota, ale kolendry jako żywo nie cierpię. Tak że na pesto się nie skuszę, ale przepis cudny - dziękuję za uśmiech o poranku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A dziękuję, miło mi że się podobało. Pesto mimo wszystko polecam - jest to pierwsza nie tylko jadalna, acz wręcz smaczna forma kolendry z którą się spotkałem.

    OdpowiedzUsuń