Novum.

Ok. Przyznaję się. Szczerze i bez bicia - kończy mi się cierpliwość. Latami odkładane opanowanie dyszy jak chabeta na głodzie i chyba wiele nie pociągnie. Nie wiem, czy to pogoda, czy dwa lata bez urlopu, seria mało spektakularnych wydarzeń natury osobistej, czy też po prostu faza księżyca.

Tak, a nie inaczej - mam ochotę kupić butelkę wina, zrobić z niej tulipana i przeorać okolicę. Rozlewając wino. Co najgorsze - naprawdę nie wiem dlaczego. Klnę się na własną niepoczytalność, że to pierwszy raz kiedy kojarzę taką akcję. Jak dotąd wszystkie napotkane trudności leżą grzecznie w rodowych ziemiach i nawożą truskawki. Tymczasem przy tej okazji winnych jakoś brak. Chętni jacyś?

4 komentarze:

  1. To ja myślę tak: truskawki dobrze nawiezione zebrać, wino zrobić, w butelki nabić. Rozlać naprędce zwołanemu towarzystwu i wtedy z tulipanami z pustych flaszek poczynionymi ruszyć społem w teren niczym wilkołaki z Akademii Pana Kleksa. Chętnie się dołączę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę zdecydowanie piszemy razem. Zapisujemy sobie tysiąc razy i zapamiętujemy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. -> Quidnunc - pomysł niezły, choć wczoraj wino nie pomogło. W sumie może stadem będzie raźniej?
    -> Teresa - poprawiono, winni będą pocierani papierem ściernym i nurzani w solance

    OdpowiedzUsuń
  4. Stadem, stadem i obowiązkowo z podkładem w postaci TSA. :)

    OdpowiedzUsuń