La! Łi-łi.


Jeżeli w pewną marcową niedzielę Anno, być może, Domini 2010 komuś wydawało się, iż widział w Warszawie pewnego niemal młodego człowieka pędzącego w rozwianej peruce i stroju z okolic XVII Francji, dźwigającego na plecach kawał zupełnie nowoczesnego plecaka to nie miał halunów. To byłem ja…

…acz do rzeczy. Impreza była. Impreza o tematyce „wampyry”. Przyznam, że latami czekałem na taką okazję i trochę mnie poniosło. Elementy kostiumu dochodzą pocztą po dzień dzisiejszy, częśc nie wiedzieć czemu obciążona cłem. Za to kły i świecące soczewki rządzą. Przyznam przy tym, że wypożyczenie fragmentów kostiumu z teatru było strzałem w dziesiątkę.

Impreza zacna, pomysł powrotu do Kraka w pełnym umundurowaniu mniej. Owszem, spacer po łazienkach i zaimprowizowana sesja fotograficzna przez spotkanego przypadkiem Turka były fajne. Nowa dyscyplina sportowa – bieg w stroju historycznym z obciążeniem – nie. Pociąg, mimo oczywistej przynależności do niższej klasy społecznej, postanowił bezwstydnie uciec. Nie zrażony tym pobieżyłem z ferajną do kina, by poczekać na następny pociąg, odjeżdżający rozkładowo o 18:30.

Nie pomnę o obsłudze kina, klienteli Złotych Tarasów i tabunom przechodniów zachowoujących powagę i opanowanie do momentu minięcia mego podówczas zacnego oblicza i znalezieniu się za równie zwyczajowo zacnymi plecami, kilku osobach które uporczywie odmawiały przyjęcia do wiadomości faktu, że nie jestem halucynacją i podobnych. Nie warto. Pomnę natomiast o P***KP.

Umieszczenie pociagu w rozkładzie na 18:30 i opisanie go poniżej ołówkiem na 18:14 to chamstwo pierwszej wody. Uporczywe utrzymywanie przed kilkunastoma (co najmniej!) osobami, jakoby zmiany były wszędzie naniesione i widoczne wymyka się mojemu zrozumieniu. Baszd mag, w rzekomo dzikiej Albanii kolej lepiej funkcjonuje! Nie lubię PKP, bardzo nie lubię. Nawet pomijając fakt, że całkiem miło przedłużył się przez to weekend. Tyle chyba, bo leceu na ry… szlachetne oblycze.

3 komentarze:

  1. cazary p. reklamował w ten oto sposób nasze koleje:
    - P K P... jeszcze nie widać
    ...a już jedzie!

    ja tam lubieu...
    a kiedy jakieś zdjęcie krwiopijcy?

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm.. w sumie pociągi same w sobie lubie. Na dobrą sprawę jedyny środek komunikacji którym sprawia mi frajdę - latać się boje, samochody mnie nie kręcą ;)

    A zdjęcie właśnie się pojawiło...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm... O ile trasę Tiranë-Durrës-Tiranë udało mi się pokonać bez spóźnień i niespodzianek, w dodatku sadzając tyłek we w miarę nowych włoskich wagonach, o tyle pociąg z Tirany do Vlory przybył z jakimś półtoragodzinnym opóźnieniem, które - doprawdy - nie wiadomo gdzie złapał jadąc z rozkładową prędkością 30 km/h. W tym drugim przypadku w przedziałach nie było szyb, w przejściach między wagonami gum izolujących, a w całym pociągu - światła (to ostatnie ważne, gdyż planowo pociąg docierał do stacji docelowej w okolicach 21). Tak więc ostrożny byłbym w stawianiu albańskich kolei za wzór:) Zdravim!

    OdpowiedzUsuń