Burn it blue.

Wiedziałem na co się godzę. Serio, wiedziałem. Acz chyba przestrzeliłem. W ciągu ostatnich dwóch dni przepracowałem jakieś 28h. Tak, dla pieniędzy i zdecydowanie nie tanio. Z czegoś trzeba odłożyć na całą tą bezdomność i podróże... Ale powoli odnoszę wrażenie, że łatwiej i przyjemniej byłoby po prostu pod latarnią. I w sumie też nocami.

Ja może i sprytny jestem, może sobie mogę organizować cuda i wianki, ale wycięcie mi życia do poziomu krótkich drzemek pomiędzy pracą a pracą przeszkadza. Czuję się jak zombie, ni cfanie, ni atrakcyjnie. Podejrzewam, że firma przejrzała mój niecny plan dorabiania nierządem i uniemożliwia mi złapanie odrobiny regeneracji. Blad'.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz