Cztery ćwierci...

Mam ochotę trochę pomarudzić. Acz tylko odrobinę. Bynajmniej nie dlatego, że akurat miałem parę dni wiosny, a teraz mam sporo zimy. Pogoda interesi mię w tym samym stopniu co grawitacja - nie walczymy, póki nie przeszkadza za bardzo.

Deczko dość mam ganiania za wiatrem, ścigania się w piętnaście stron na raz i całego tego bajzlu. Jasne, praca na coś pod dwa etaty, w połączeniu ze wznowionymi studiami dziennymi, plus serią sportów pozostawia czasu najwyżej na okazjonalne drzemki. Jestem zmęczony.

Ech... byle do jesieni, hasania po dziczy i radosnego zniknięcia. Trzy lata w jednym miejscu (co z reszta jest jednym z życiowych rekordów) to za dużo. Acz tyle o planach, bo i jeszcze się sypną (a sypną się pewnie).


A, w weekend ponoć śluby, imprezy i inne. Z tej okazji testuję klej do charakteryzacji. Jest szau, dzisiaj z braku lepszych obiektów afektu prześpię się z gwoździem, nakrętka i filtrem z kranu, wszystkimi państwem przyklejonymi do lewego przedramienia.

4 komentarze:

  1. "Kiedy docierasz do końca światła i wiesz, że czas wejść w ciemność nieznanego, wiara jest przekonaniem, że wydarzy się jedno z dwojga: albo otrzymasz coś solidnego, by na tym stanąć, albo zostaniesz nauczony jak latać."
    - Edward Teller
    Więc z tymi planami to jest tak... ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. ..a tak kuwa w ogóle to my się już skądś znamy, jak dobiłem do postu o Camino coś mi migło pod sufitem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ła... no możliwe. Choć na chwilę bieżącą brakuje mi punktu zaczepienia by określić czy, gdzie, jak :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak - po krótkim poznaję chyba z jednego zdjęcia na Twoim blogu. Osobiście nam się poznać nie udało, ale wymieniliśmy parę krótkich wiadomości na IS :)

    OdpowiedzUsuń