W gąszczu poczytalności.

Tak, to jeden z tych niedzielnych poranków, którym nic nie można ująć, niewiele należałoby dodać. Sprawa dość skomplikowana jest, więc zacznijmy od wrzucenia czegoś w tło. Znalezione tutaj.


Poranek dzisiejszy zaczął się stosunkowo późno, nieśmiałą myślą przebijają się przez po-imprezowe splątanie... myślą nader prostą - wody... Niewiele po tym nastąpiła pośpieszna rewizja wydarzeń poprzedniej nocy, konstatacja iż przypuściłem zaciekły atak na własny kręgosłup moralny, z którego to bestia jednak wyszła jak zwykle - pokrzywiona, acz w całości.

Nieliczni kojarzą załamanie frontu życiowego w okolicach grudnia zeszłego roku. Obnosić się ze sprawą nie ma po co, acz nie da się ukryć iż załamania takie mają nieprzyjemną skłonność do odbijania się na poczuciu własnej wartości, godności i paznokciach. Ot, okazuje się iż wystarczy poczucie wartości potrzymać miesiąc w mieszkaniu, potem wystawić na parkiet i jakoś się pozrasta.

A, i poznałem także wczoraj którąś z rzędu jedyną miłość, emanację boskości i piękno wcielone. Chodziło ubrane w dresie i się gibało. Jako że zostałem olany, zakładam też nieoczytanie, brak znajomości języków wrażych i nieporadność życiową.

3 komentarze:

  1. To "tło" prześladuje mnie od 2 albo i 3 dni. Gdyby nie to, że za słabo zagłusza wymądrzającego się tatusia, prześladowałoby mnie i 4. dzień.
    Ta Teresa to ma nosa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano. Niestety muzyki słucham dość kompulsywnie, więc leci cięgiem i muszę nawet oglądanie seriali przerywać, żeby przesłuchać po raz kolejny :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooo, to tak to nawet ja nie mam (a wydawało się, że popierdolonam). Ale, ale... wszak i w serialach potrafią być perełki. Np. w takim QAF (USA) (no tu to całe ławice) albo Six Feet Under (Sia - Breath me).

    OdpowiedzUsuń