Toksykologia

Tą piękną wieczorową pora doznałem olśnienia. Siedziałem sobie jak zwykle pisząc dokumentację, nadrabiając zaległości i odrobinę starając się pchnąć na przód parę inicjatyw prywatnych, gdy nagle nadeszło. Niespodziewanie, choć pewnie w kwestii olśnień to rutyna.

Otóż uważam, iż z obecną pracą łączy mnie związek toksyczny. Męczę się, walczę i zmagam, siedzę długie godziny zastanawiając się po co to, a potem raz na trzy tygodnie coś wyjdzie nadzwyczaj udanie i czuję, ze to jest to. Coś jak pijany mąż przynoszący kwiaty do domu. Tyle, że chwiejnym krokiem i nocami wracam ja.

Sprawa o tyle ciekawa, ze większość zwyczajnych związków wydzielających jakiekolwiek zjadliwe alkaloidy kończyłem szybko, zwykle sugerując alternatywę w postaci szpadla. Intrygujące... Anyway, bez smęcenia, coś co wygrzebałem tutaj i słucham cięgiem chwilowo:


PS. A tak na marginesie - Drogie automaty MPK. To jest ostatnie ostrzeżenie. Jeżeli jeszcze raz któryś połknie mi tyle kapuchy i nie da biletu, to pogadamy inaczej.

2 komentarze:

  1. Jakieś preludium do kryzysu wieku średniego cię dopadło, co? Gdyby ta praca wiązała się z samym cierpieniem to dawno byś to rzucił, więc są jakieś benefity tej toksycznej sytuacji. Pytanie tylko, czy odpowiadają twoim potrzebom. Wszystko zależy od życiowych priorytetów.

    Myślałeś nad modyfikacją ścieżki kariery?
    Pamiętasz jeszcze co chciałeś robić jak kończyłeś liceum, albo jak studiowałeś?

    Nie martw się. To uczucie, które cię gnębi zelżeje trochę przy następnej wypłacie ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, żadnego wieku średniego. Dorastam raczej.

    ...a że jest lepiej, to i inna historia. Chyba ostrożnie rozpuszczane plotki przynoszą oczekiwane rezultaty :D

    OdpowiedzUsuń