Kochajmy żółwie, tak szybko odchodzą

Notka będzie krótko, w jednym temacie. Otóż mam bloga i nie zawaham się go użyć. Z tego miejsca, głośno, jasno i wyraźnie pragnę stwierdzić iż Moana bar, znajdujący się na ulicy Sławkowskiej pieniędzy moich oglądać nie będzie. Udało nam się zejść trzy stopnie przedwczorajszego wieczoru, nim wystartował ku nam bramkarz pytając "w czym może pomóc?", tonem głosu sugerującym, że najchętniej w byciu pobitym. No halo... z czym do ludzi? Po takim obrocie spraw pozostało jeno zaszyć się w "Zaraz Wracam Tu" na nieprzyzwoite ilości tokaja.

3 komentarze:

  1. mnie kiedyś do kiczu nie wpuszczono i nie robię z tego tragedii ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. ..szkoda... bo tam mają arcygenialne wino białe wino...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm... ok. Skoro tam na prawdę mają wino, to chyba rozważę powrót. Słyszałem, że głównie austriackie rieslingi, oui?

    OdpowiedzUsuń