Camino II

Hej,

Hiszpanii ciąg dalszy :). Udało nam się przejść Pireneje i, nieco kulejąc, zejść na równiny. Brzmi to może bardzo ciekawie, ale w praktyce górskie wykroty zamieniły się w prażące słońce. Z miejsca z którego ostatnio pisałem (Roncesvalles) mieliśmy iść do miasta Lorrasona, ale nie przypadło nam jakoś do gustu, więc przedłużyliśmy dzień aż po Trinidad de Arre. Niestety dorzucenie kolejnych 12 kilometrów drogi mocno nadszarpnęło nasze siły.

Na miejscu nocowaliśmy przykościelnym schronisku, prowadzonym przez uroczego starszego pana, mówiącego w trzech językach naraz. Zaczął od tłumaczeń, że pobliską restaurację zamykają za kwadrans, a potem począł oprowadzać nas po okolicy. Skończyło się to biegiem po jedzenie, którego nie powstydziła by się niejedna para-olimpiada.

Forsowny marsz do Arre miał dość długofalowy wpływ na nasze wędrówki - wczoraj skróciliśmy trasę do 22km, kończąc w Uterga. Mieścina mała, żyjąca tradycją (kobiety siedzą na ławce po jednej stronie ulicy, mężczyźni po drugiej). Tutaj spaliśmy w pokoju... który utrzymuje miasto na potrzeby pielgrzymów, nocleg za darmo. Dało się z resztą wyczuć publiczne pieniądze, gdyż śpiąc ciągle miałem wrażenie, że łóżko się rozpada.

Dzisiaj kolejna mała miejscowość - Lorca. Urocze miasteczko do którego prowadzi droga przez piekło. Tak przynajmniej pod względem temperatury wyglądają okoliczne winnice (ca. 40C w cieniu). Miejsce bardzo miłe w którym planujemy chwile odpocząć, pobawić się w drobną chirurgię, oparzeniówkę, etc. Od jutra planujemy znów podnieść poprzeczkę do ok. 30-40 km/dzień, więc dobra kondycja na pewno się przyda.

Pozdrawiam,
Piotrek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz