Posen...

Się było, się maszerowało. W tym roku bardzo pozytywnie, mało panów o aerodynamicznym uczesaniu, policja zasadniczo chodziła luzem, miast kordonem, a i państwo na chodnikach jacyś przychylni byli.

Nieczęsto zwraca się uwagę na inny aspekt marszu... pamiętam swój pierwszy, zdenerwowanie i papierosy przed, szał adrenaliny w trakcie (poniekąd związany z młodzieżą pełną narodowo-krześcijańskich wartości) i to radosne uczucie tuż po. Chyba już zawsze częścią marszu będzie dla mnie manifestacja nie tylko "w sprawie", ale też manifestacja pogodzenia się ze sobą, nie chowania się po szafach, meblościankach i pawlaczach.

Nawet wtedy, jeszcze przed długimi i krótkimi rozmowami z większością otoczenia powiedzenie sobie "a co tam, nich patrzą" było decyzją niosącą smak hm... wolności? Nawet jeżeli jest to wolność otoczona kordonem policji.

Z innych wydarzeń, to się otarłem o warsztaty migania. Prześwietna sprawa - można kłamać bez ruszania ustami, a to już lepiej niż niejeden prawnik! Oczywiście obowiązkowym zdaniem które należało opanować było "idziemy na wódkę"... Dobra, bredzę, acz to przez próbę dokonania karoshi chyba.

A, i Vox Dei, czyli pan w chórku:

Tofi-li-dżons.

Wiele można o prababci powiedzieć, acz na pewno nie byłą ona pielgrzymem. Porada poniższa będzie przeto bieżąca, niepoparta żadnym autorytetem poza dość wątłym skromnie podpisanego.

Otóż, najlepszy pielgrzymi sposób na kłopoty - rozchodzić. Zakwasy, pokąsanie przez owce, skręcona kostka, pragnienie, czy otwarte złamanie - wszystko da się rozchodzić. Ok, o tym ostatnim tylko słyszałem.

Tak czy inaczej dzisiejszego wieczoru wzięło i zaatakowało mnie życie prywatne; bardzo miłe skądinąd, acz generujące sporą potrzebę przemyśleń... Całość skończyła się w sumie pląsaniem w deszczu po okolicach Kazimierza, kłótniami z Panem Be*, napadowym gestykulowaniem i cichymi monologami. Teraz po dokumentnym przemoczeniu się pozostaje potrzeć się jakąś świnią i zdechnąć w świetle jupiterów. Go me!

A, i d(r)eszczowy kawałek:


---
*Uroczy staruszek znany z potopów, podpaleń, obracania ludzi w chlorek sodu i incydentalne synobójstwo. Ma skłonności do despotyzmu, acz hojnie wynagradza popleczników.

Hidori-san, skąd tu ryby?

Cały weekend prowadziłem się dobrze. Lekko. Łatwo. I przyjemnie. Serio, w dziesięciostopniowej skali pijaństwa zaliczyłem mocne sześćdziesiąt dwa punkty.

Ekstrapolując z fragmentów wieczoru, które zapamiętałem, to zabawa była iście szampańska. Mam nawet jakieś krawędziowe wspomnienia prowadzenia partnerki w salsie, dość frywolnie poniekąd, acz ponoć widowiskowo. Oczywiście w międzyczasie konwersowałem radośnie, potrafiąc co jakiś czas pochwycić szklanice, godnie upić nieco trunku i z gracją rzeczoną szklanicę odstawić. Mniej więcej pół metra od stołu. I tak trzy razy.

Sprawa miała swoje konsekwencje dnia następnego, podczas kolejnej imprezy, która zakończyła się nieco bardziej niespokojnie niż planowano. Całość pominę milczeniem, bo ja się zawsze robię łatw... ym... przystępny po winie i jedynie szczątkowy kręgosłup moralny powstrzymał mnie przed nadszarpnięciem własnej czci.

Tak czy inaczej, przerzucam się na kiełki, źródlaną wodę i życie pełne kontemplacji i spokoju.

Bober, pąkiel i ukwiały

Niedługo stanę się miłością. Słowo daję. Bah, nie zwykłą miłością, a wręcz Miłością. Taką, która w słusznej świadomości Prawd i Wartości potrafi zawlec bliźniego w pobliże dużej ilości suchego drewna i wśród pokrzykującej gawiedzi odesłać na lepszy ze światów. To będzie prawdziwa, certyfikowana Miłość Krześcijańska.

Tyle tytułem wstępu. W całkiem niedalekiej przyszłości przyjdzie przespacerować się po Poznaniu, niechybnie wśród pokrzykującej gawiedzi i młodzieży mającej wartości. W Krakowie państwo obrzucili nas kwiatami i mam szczerą nadzieję, że tym razem też się uda, choć jeżeli to nie problem to prosiłbym o zdjęcie doniczek. Fatalnie wpływają na cerę. Cóż ja z resztą będę - szczegóły tutaj: http://www.dnirownosci.pl/

Znudziłem się już sytuację mieszkaniową, więc nie będę wspominał, że za szafą zalęgły mi się remonty, łażą po mieszkaniu i rozsypują tynk. Nawet nie będę marudził, że wprowadziły się nieproszone i nie planują nic poza załataniem spraw do poziomu sprzed Akcji Potop, acz na przyszłość tak dzień przed to by się zapowiedziały... Może przynajmniej uda się podmienić tapetę w przedpokoju na delikatniejszy odcień czerni.

A, no i zwyczajowo coś mniej tekstowego, tak z inspiracją, ze jak kończyć, to z klasą:


...i tak, to jest smutny film.