Sny o dzikim suficie

Są takie chwile w życiu człowieka, że żałuje iż rzucił palenie. Nie chodzi ty bynajmniej o głód nikotynowy, czy prozaiczną chęć pomachania czymś dymiącym. Kwestia rozbija się o te magiczne momenty, gdy w dzikim szale pędzimy do mieszkania, w przedpokoju potykamy się o leżący frywolnie na podłodze sufit, tylko po to by zatrzymać się w strudze wody przelewającej się przez żyrandol.

Ha, to nie koniec, spokojnym statecznym krokiem przechodzimy do kuchni, by odkryć uroczy strumyczek wesoło pluskający z szafki na naczynia, czy też kaskadę radośnie rozbryzgującą się o szklanki...

...całości może dopełnić jeno widok własnej szafy stojącej w jeziorku, czy też komputera robiącego za ozdobę pokojowego bagna. To jest dokładnie ten moent, w którym człowiek ma ochotę wesprzeć się o jedną z nielicznych suchych ścian i zwyczajnie zapalić.

Cóż, sezon grzewczy pełną gębą. Sąsiad nad tak jakby zapomniał kaloryferów założyć, efektem czego całokształt zajmowanego lokalu mógłby spokojnie konkurować z pomniejszym parkiem krajobrazowym. Takim mokrym. Przypuszczam że wspomnienie ostatniego poranka będzie mnie jeszcze jakiś czas gonić, szczególnie montaż kaloryfera wśród strug całkiem ciepłej wody...

Na pociechę, podręcznik kulinarny (jest tego więcej):

1 komentarz:

  1. Uuuuu ładnie cię sąsiad urządził. Nie dziwię się, że pomyślałeś o fajce. Ja pewnie byłbym już po trzech :p

    OdpowiedzUsuń