Zielone szynszyle



Ha... rzeczywistość powoli wraca na swoje miejsce; przeznaczenie jeszcze się narowi, acz czasoprzestrzeń już powoli legnie, czego rzetelnym dowodem jest udana teleportacja z Kazimierza na Rynek (mina pędzącego dorożkarza, którego minąłem lekkim spacerem - bezcenna).

Jakoś tak z braku przewodniej myśli na notkę, poza motywowaną winem przyjemnością stukania w klawisze, popiszę o głupotach. Zatem - zaliczyłem niedoszłą nieudaną schadzkę. Jakoś tak się złożyło w okolicach soboty iż miałem przyhaczyć dwóch młodych ludzików, acz obu w jednym czasie i miejscu. Wychodziłem z serdeczną nadzieją że chłopaki się polubią, biorąc pod uwagę że względem żadnego szczególnie niecnych zamiarów nie mam...

Niestety, żaden nie dotarł, a ja wyszedłem z lokalnego branżowego przybytku z numerem telefonu do Kobiety! Pomijając fakt, że na prawdę fajnie się gadało i ufam iż jakoś się jeszcze trafimy, to całość zakrawa na lekką szyderę przeznaczenia względem skromnie podpisanego. Szczęściem mam poczucie humoru...

1 komentarz:

  1. Kobiety? auuuuuuuuuuaaaa!!!! ;)
    Uwielbiam Cię po prostu ;):):) Pozdrrrrrrrrrrrrrrrrr zza biurka w pracy ;P m.

    OdpowiedzUsuń