Z młotkiem przez świat.

Miałem w sumie pisać o weselu, bo w tym tajemniczym zjawisku społecznym jakoś brałem udział, a będę jeszcze musiał ze dwa razy. Napisałbym, acz nic przyzwoitego nie przychodzi mi do głowy. Dość powiedzieć, ze brałem udział w oczepinach (zmian w konstytucji nie będzie) i śpiewałem.

Myślałem też, co by wspomnieć o imprezie na wsi, acz że "nie tak to sobie wyobrażałem", to może przemilczę ;).

Powstał za to plan kolejnej wyprawy. Znów Hiszpania i znów łazikowanie. Dla odmiany z południa na północ, jakieś z deczka 1100km. Oczywiście szefostwo się tylko zaśmiało na ten plan, mogę więc wierzyć, ze się uda. Trochę zastanawiam się, jak zniosę sześć tygodni w towarzystwie wybitnie własnym, hasając radośnie z całością dobytku na plecach, acz żeby się dowiedzieć trzeba będzie sprawdzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz