A miało być sto lat, sto lat...

Ta… wielką wyprawę szlag trafił. Po kilku telefonach okazało się, że sam transport na Węgry kosztuje majątek. Żeby było śmieszniej droga powrotna – już nie. Wiedziony przeczuciem postanowiłem sprawdzić trasę Austria-Kraków i okazuje się, że występuje identyczna zależność. Bilet kupowany w Polsce jest sporo droższy, niż kupowany za granica. Jako że pociągi koszty rozruchu i przejazdy mają pewnie constans wniosek jest oczywisty: różnica w cenie to narzut administracyjny. Jak uwielbiam wszelkie biurwy ociekające pączkowym lukrem, to utrzymywać ich nie będę. Tak podniesiony bunt przekształcił się w weekend w Krakowie.

Nie było źle – dzięki temu zajrzałem na spotkanie portalu IS. Fajno było. Zwyczajowo mało kręcę się po knajpach, większość znajomych jest straight, zatem odmiana tym przyjemniejsza. W ogóle to chyba się puszczać zacznę, czy co. Wiosny jakoś nie widać, pogoda mało radosna, więc może to pomoże?

1 komentarz:

  1. zapraszam na nową stronę branżową


    www.queerlife.pl

    OdpowiedzUsuń