A miało być sto lat, sto lat...

Ta… wielką wyprawę szlag trafił. Po kilku telefonach okazało się, że sam transport na Węgry kosztuje majątek. Żeby było śmieszniej droga powrotna – już nie. Wiedziony przeczuciem postanowiłem sprawdzić trasę Austria-Kraków i okazuje się, że występuje identyczna zależność. Bilet kupowany w Polsce jest sporo droższy, niż kupowany za granica. Jako że pociągi koszty rozruchu i przejazdy mają pewnie constans wniosek jest oczywisty: różnica w cenie to narzut administracyjny. Jak uwielbiam wszelkie biurwy ociekające pączkowym lukrem, to utrzymywać ich nie będę. Tak podniesiony bunt przekształcił się w weekend w Krakowie.

Nie było źle – dzięki temu zajrzałem na spotkanie portalu IS. Fajno było. Zwyczajowo mało kręcę się po knajpach, większość znajomych jest straight, zatem odmiana tym przyjemniejsza. W ogóle to chyba się puszczać zacznę, czy co. Wiosny jakoś nie widać, pogoda mało radosna, więc może to pomoże?

Walt Disney przedstawia


Weekend miałem spędzić na Słowacji, acz w ostatniej chwili nastąpiła wolta i plany wzięły w łeb. Z przyczyn - o ile kojarzę - osobistych. Słowem: dupa.

Tak, czy inaczej dobrnąłem do tej chwili i mam mocno nadzieje, ze w tygodniu będzie już łatwiej. Momentem kulminacyjnym był sobotni wieczór gdy dostałem ataku alergii. Większość ludzi dostaje wysypki, kataru albo schodzi z tego padołu w gwałtownym ataku astmy. Ha! Mnie natomiast spuchły uszy. Serio. Wysypka też się załapała na gościnne występy migrując sobie frywolnie po kończynach, ale ja was proszę... uszy? Mógłbym spokojnie ujść za niechciane dziecko Dumbo i Plastusia.

Uszy do teraz zachowują się dziwnie, wydają się obce i chyba chcą ode mnie odejść. Cóż, muszę chyba radykalnie zmienić klimat, przewietrzyć się, a czas z resztą po temu, bo wiosna idzie - patrz obrazek: Dumbo jedzie na Bałkany (na weekend).