Noc...

Lubię noc. Ciche, leniwie płynące chwile, gdzieś pomiędzy drugą, a czwartą. Zielona jaśminowa herbata i zaczytanie w czyjeś pamiętniki. Pokój pachnie wanilią, przedpokój świeżą farbą, za to w łazience jest zimno.

Świat jest inny, ładnie senny i spokojny, nawet świadomość śniegu za oknem nie drażni. Pamięć jak zwykle oszukuje, ze kiedyś takich chwil było więcej... a może i nie? Może potrzeba spokojnych trzech dni w domu, by znów móc trochę się wyciszyć i przypomnieć sobie wszystko, od "a", przez małe "m", aż po "z".

Noc.. czy w którąś z podobnych, siedząc na poddaszu, gdzieś na Śląsku, mogłem podejrzewać, że będę siedział kiedyś w kamienicy w Krakowie? Wydaje się ze tak, wszystko jest tak uroczo spójne...

2 komentarze:

  1. Też uwielbiam nocne czytanie, potrafie nieraz do samego świtu przesiedzieć przy zajmujących czytadłach. Relaksuję się zalegającą ciszą i oddaję wtedy marzeniom...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czemu nie wyświetlił się przy poprzednim wpisie mój adres, spróbuje dodać go jeszcze raz: www.pantulipan.bloog.pl
    Pozdrawiam. Tulipan

    OdpowiedzUsuń