Noc...

Lubię noc. Ciche, leniwie płynące chwile, gdzieś pomiędzy drugą, a czwartą. Zielona jaśminowa herbata i zaczytanie w czyjeś pamiętniki. Pokój pachnie wanilią, przedpokój świeżą farbą, za to w łazience jest zimno.

Świat jest inny, ładnie senny i spokojny, nawet świadomość śniegu za oknem nie drażni. Pamięć jak zwykle oszukuje, ze kiedyś takich chwil było więcej... a może i nie? Może potrzeba spokojnych trzech dni w domu, by znów móc trochę się wyciszyć i przypomnieć sobie wszystko, od "a", przez małe "m", aż po "z".

Noc.. czy w którąś z podobnych, siedząc na poddaszu, gdzieś na Śląsku, mogłem podejrzewać, że będę siedział kiedyś w kamienicy w Krakowie? Wydaje się ze tak, wszystko jest tak uroczo spójne...