Back in Krk

Uh, wróciłem. Jak podróżować lubie, to kolejne siedem godzin w pociągu było już męczące. Tak, czy inaczej, mimo że Marsz dość mało liczny, to jednak było fajnie. Weszpolacy pokazali się tylko na początku, i pod koniec, na szczeście szybko państwa uporzadkowano.

Mam nadzieję, że w przyszłym roku wydarzenie zostanie nieco mocniej nagłośnione, bo w tym roku było z tym słabo. O samej akcji dowiedziałem się z resztą od znajomych i tylko stąd moja tam obecność.

A po marszu... impreza :). Ciasno, duszno i tłoczono, ale i tak fajnie. Pewnie kwestia fajnego towarzystwa i sporej odskoczni w homomatrix. Miło jest usiąść w knajpie i czuć się u siebie, a nie zastanawiać kiedy człowiek zęby straci.

PS. Przedstawiciel rzecznika ds. obywatelskich, który w trakcie debaty szafuje hasłami o "kochaniu inaczej" i "odmiennej orientacji" to już lekkie przegięci pały. No odmiennej od tej poprawnej? Inaczej, czyli jak?

2 komentarze:

  1. Wygląda na to, że byliśmy w tej samej knajpie :) Wpadaj częściej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja dziękuję za odwiedziny ;)

    OdpowiedzUsuń