Camino V

Jestesmy jakies 35km od celu. Pojutrze pewnie bylibysmy w Santiago, gdyby nie to, ze idziemy dalej. Jako ze udalo nam sie uporac z ostanimi fragmentami trasy dosc szybko, to zgodnie z pierwotnymi zamierzeniami przedluzamy calosc poki sie kontynent nie skonczy - az do Fisterry. Zgodnie z indoeuropejskimi wierzeniami to miejsce, gdzie codziennie umiera slonce barwiac ocean na czerwono.

Obecnie brniemy przez Galicje, ziemie zaopatrujaca calosc hiszpanii w mleko, co mozna zreszta tez wnioskowac z miekkosci gruntu. O ile widoki sa tutaj przepiekne, chyba najladniejsze z calej trasy, to oplacone jest to raczej slaba pogoda. Od trzech dni jedynym sposobem suszenia ubran jest ich noszenie. No i ten specyficzny aromat procesu produkcji mleka...

Dolaczylo do nas sporo nowych ludzi - edyktem papieza Klemensa II kazdy kto przejdzie minimum 100km trasy ma szanse na odpust grzechow, itd, etc. Sila rzeczy ostatnie dni sa dosc tloczne, w schroniskach petaja sie dzieci, ludzie walcza z kazdym metrem. Na szczescie mamy juz pewna zaprawe, wiec codzienny wyscig o lozko zwykle udaje nam sie wygrac.

Anyway, za jakis tydzien koniec tej calej imprezy i powrot do codziennosci. W miedzyczasie postaram sie podrzucic link do zdjec z ostatnich dwoch tygodni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz