Camino III

Przyznam, ze raczej krotko tym razem, bo i nie dzieje sie wiele. Z najbardziej wstrzasajacych wydarzen ostatnich dni, to spotkanie z poludnicami w szczerym polu i nagly atak owiec (otoczyly Nike). Walczymy tez z natura - chyba jeszcze tylko motyle nas nie pogryzly, a i za to nie dal bym glowy. Poza tym przedwczoraj pozwolilismy sobie na impreze - siedzielismy az do 21:30 i do tego jeszcze wypilismy dwa male piwa!

Jak widac z powyzszego to dosc specyficzny wyjazd, choc tez dosc hm... uzalezniajacy. Bardzo szybko mozna przyzwyczaic sie do ciszy, spokoju, braku ludzi. Najpowazniejsze problemy, z jakimi mamy na codzien do czynienia to - co zjesc, gdzie spac i dlaczego ta noga nie dziala. Bardzo mily jest tez wplyw na kondycje, na dobra sprawe 25km spacer to juz nic szczegolnego, a od jutra planujemy znow podniesc poprzeczke, do 40km (przynajmniej na jakis czas).

Coz jeszcze... sporo ciekawych ludzi tutaj. Niektorych przywialo az z Japonii, za sprawa obejrzanego filmu, innych ciekawosc, a jeszcze innych przypadek. Wiekszosc zna kilka jezykow, wiec wieczorami w schroniskach jest o czym rozmawiac.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz