Camino V

Jestesmy jakies 35km od celu. Pojutrze pewnie bylibysmy w Santiago, gdyby nie to, ze idziemy dalej. Jako ze udalo nam sie uporac z ostanimi fragmentami trasy dosc szybko, to zgodnie z pierwotnymi zamierzeniami przedluzamy calosc poki sie kontynent nie skonczy - az do Fisterry. Zgodnie z indoeuropejskimi wierzeniami to miejsce, gdzie codziennie umiera slonce barwiac ocean na czerwono.

Obecnie brniemy przez Galicje, ziemie zaopatrujaca calosc hiszpanii w mleko, co mozna zreszta tez wnioskowac z miekkosci gruntu. O ile widoki sa tutaj przepiekne, chyba najladniejsze z calej trasy, to oplacone jest to raczej slaba pogoda. Od trzech dni jedynym sposobem suszenia ubran jest ich noszenie. No i ten specyficzny aromat procesu produkcji mleka...

Dolaczylo do nas sporo nowych ludzi - edyktem papieza Klemensa II kazdy kto przejdzie minimum 100km trasy ma szanse na odpust grzechow, itd, etc. Sila rzeczy ostatnie dni sa dosc tloczne, w schroniskach petaja sie dzieci, ludzie walcza z kazdym metrem. Na szczescie mamy juz pewna zaprawe, wiec codzienny wyscig o lozko zwykle udaje nam sie wygrac.

Anyway, za jakis tydzien koniec tej calej imprezy i powrot do codziennosci. W miedzyczasie postaram sie podrzucic link do zdjec z ostatnich dwoch tygodni.

Camino IV

Wszyscy jestesmy dziecmi kosmosu. Kazda komorke naszego ciala przenikaja kosmiczne prominie milosci. Itp. itd. Tak przynajmniej utrzymywala wlascicielka schroniska, z ktorego ucieklismy dwa dni temu. Od tego czasu udalo nam sie zrobic jakies 80km, z miedzyladowaniem w malej wiosce - wierzymy ze nas nie znajdzie. Dzisiaj na ostatnich nogach dotarlismy do Cacabelo, do schroniska w ktorym nie bylo wolnych miejsc.

Udalo nam sie za to wywalczyc kawalek zadaszonego gruntu, dokladniej wiaty pod kosciolem, gdzie zamierzamy spedzic noc. Udalo sie tylko dzieki sympatycznej pani w informacji turystycznej, ktora przelozyla nam na hiszpanski pytanie "czy ta podloga jest wolna?". Tak uleglo kolejne przyzwyczajenie normalnego zycia - łóżko. Z innych nowinek - notorycznie walczymy z owcami. Nie dalej jak pare dni temu jedna z nich dotkliwie pokasala mnie w sznurowke i, nim zdazylismy zareagowac, zanieczyscila jedyne w okolicy zrodlo wody.

Wsrod lokalnych z reszta dosc popularnym sportem wydaje sie byc polowanie na pielgrzymow - przynajmniej dwa razy dziennie znajdujemy pielgrzymolapki. Czasem jest to niewinnie wygladajacy staruszek, ktory dyskusja opozni nasz marsz i w efekcie uniemozliwi znalezienie normalnego noclego. Kiedy indziej znow bedzie to rozciagniete frywolnie w poprzek drogi kilkanascie metrow drutu kolczastego.

Poznajemy tez coraz wiecej ludzi - naszym faworytem jest czlowiek na monocyklu. Przez kilka dni wszycy mysleli ze jest halucynacja i nikt z nim nie rozmawial. Smutny byl strasznie, jakos markotnial. Dopiero kiedy wpadl w jedna z pielgrzymolapek (ku uciesze lokalnych) okazalo sie, ze istnieje na prawde i do tego jest calkiem sympatyczny. Przyznam jednak, ze kiedy mija nas w ciagu dnia wciaz czuje sie jakos nieswojo.

Tyle na dzis, koniec trasy za pare dni, potem jeszcze chwila leniuchowania nad brzegiem oceanu. W miedzyczasie postaram sie podeslac troche zdjec, choc pewnie nie bedzie to nic ciekawszego niz dotychczas.

Camino III

Przyznam, ze raczej krotko tym razem, bo i nie dzieje sie wiele. Z najbardziej wstrzasajacych wydarzen ostatnich dni, to spotkanie z poludnicami w szczerym polu i nagly atak owiec (otoczyly Nike). Walczymy tez z natura - chyba jeszcze tylko motyle nas nie pogryzly, a i za to nie dal bym glowy. Poza tym przedwczoraj pozwolilismy sobie na impreze - siedzielismy az do 21:30 i do tego jeszcze wypilismy dwa male piwa!

Jak widac z powyzszego to dosc specyficzny wyjazd, choc tez dosc hm... uzalezniajacy. Bardzo szybko mozna przyzwyczaic sie do ciszy, spokoju, braku ludzi. Najpowazniejsze problemy, z jakimi mamy na codzien do czynienia to - co zjesc, gdzie spac i dlaczego ta noga nie dziala. Bardzo mily jest tez wplyw na kondycje, na dobra sprawe 25km spacer to juz nic szczegolnego, a od jutra planujemy znow podniesc poprzeczke, do 40km (przynajmniej na jakis czas).

Coz jeszcze... sporo ciekawych ludzi tutaj. Niektorych przywialo az z Japonii, za sprawa obejrzanego filmu, innych ciekawosc, a jeszcze innych przypadek. Wiekszosc zna kilka jezykow, wiec wieczorami w schroniskach jest o czym rozmawiac.