Camino I

Hej,

jeszcze nie kazde z was wie, co porabiam na wakacje, wiec slowem wstepu: camino de santiago. W duzym skrocie chodzi o 800km spacer przez Hiszpanie. Niestety nie jestem w stanie chwilowo wkleic zdjec ani linkow - just google it.

Anyway, jak na razie jest niezle. Mamy za soba jakies 100km (choc samej trasy ledwie 30). Zeby bylo calkiem siemiesznie, to zgubilem do tego telefon, wiec po zrobieniu 30km rzesko niczym Legolas na amfetaminie wbieglem na pobliskie wzgorze (raptem 1400m) by sprawdzic, czy go tam nie ma. Niestety nie, co na dluzsza mete rozwiazuje problem dzwonienia.

Odn. tego co sie tutaj dzieje - wstajemy codziennie o 6:00, idziemy jakies 4-6km na sniadanie, a potem kolejne 20 az do nastepnego schroniska. Towarzystwo jest dosc mocno mieszane, jak dotad poznalem kilkoro baskow (po tym jak zgubilismy sie w drodze z Barcelony w uroczej miescinie Irun), australijczyka, bande niemcow (w tym jednego mowiacego po polsku) i tony innego ludzia. Bawie sie swietnie, mimo lekkiego nadwyrezenia miesni (wszystkich).

Przy okazji - z czasem okazalo sie, za angielski jest tutaj zupelnie niepopularny, wiec jade jakos na francuskim, a oboje z Nika staramy sie szybko opanowac hiszpanski. Umiemy juz zamowic lazienke pelna wina (prace nad "dzbankiem" wciaz trwaja).

Czas mi sie powoli konczy, wiec znikam. Postaram sie odezwac jakos na spokojniej z dalszej trasy.

Piter

PS. Jak sie ktos chce wypisac z listy to krzyczec smialo. Pardonee za literowki, ale francuzi maja na prawde smieszna klawiature.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz