Blue eyes.

No i się działo. Wino, kobiety i śpiew. Z naciskiem na wino. Poza tym śpiewać nie umiem, a kobiety mnie mało kręcą. Za to przez cały weekend ziemia kręciła się jakoś szybciej.

No, ale po kolei - gości przyjmowalim, jednego takiego też w tym. Wciąż nie wiem, czy on pochytany był, w tym co się działo, czy tylko tak mrygał in flagranti. Nie podejrzewałem, że w moim wieku, gdzie krem na zmarszczki staje się realną perspektywą mięsień sercowy może jeszcze frywolnie stepować.

Od tego momentu jakoś lekka jazda w dół. W robocie zapierdol, nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi. Chyba pójdę porozmawiać z wykładziną.



PS. Wokalista... :)

1 komentarz:

  1. Wykladzina to wdzieczny sluchacz, a poza tym nie mozesz narzekac ze nie zyje - pomysl ile w niej siedzi roztoczy ;P Tlumy malenstw trzymajacych transparenty "nie lam sie" i ocierajacych lzy ze wszystkich swoich oczu... wzruszajace ;)

    /shounen

    OdpowiedzUsuń