PA-ta-FU

Oj, pobliski sklep zatrudnia nowego pana od warzyw. Obserwowałem go od kilki dni spośród pomarańczy. Wydaje się trochę hm... niedostępny i zauważalnie się peszy warząc ogórki. Szczególnie ważąc je trzeci dzień z rzędu.

Tak poza tym, to jest nieźle, powoli smukleję i łapię kondychę. Było nie było hasam dziennie osiem kilometrów, za to jadam słabo. Ze do tego zapierdol w pracy, to inna rzecz.

Jakiś tam kontakt z Arabiją się odnawia, resztę systematycznie wyciszam, dla ogólnego spokoju. Ogólnie - jest fajnie, momentami mechato.

PS. Mam mizerię na zbyciu. I sporo ogórków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz