Nuklearne chomiki

Dzisiaj w pracy masakra. A to wyszystko przez umiar i opanowanie. Otóż postanowiliśmy z gQ wyjść z tego weekendu łagodnie i bez zbędnych wahań mikroelementów we krwi. Niestety... wyrwało się to wszystko spod kontroli. Tak czy inaczej - sobotnia impreza była fajna. Bawiliśmy się z kolegami z Indii, z kótrych jeden był bardzo argh. Serio. Mógłbym nawet zamuuczeć.

Hitem wczorajszego dnia był kapodaster. Najpierw wylądował na ryjku dzika, a potem... zapiąłem go wspólokatorwi na bananie :). Zdjęcia w wolnej chwili. Kapodaster ewidentnie podnosi tonację!

Acha, tak w ogóle, to chyba jestem w Londynie. Sprawa wymaga dalszych badań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz