London callin'.

Jej, no to znów siedzę w Londku. Smutno trochę: jeden z bardziej atrakcyjnych project managerów odchodzi. Jasne, że pełna profecha, bo on raczej nie gra w tej lidze, ale i tak będę za nim tęsknił :).

Tak w ogóle, to rozbijanie się po hotelach za firmowe pieniądze jest fajne. Jasne - odstawiam swoją robotę, się staram, ale z drugiej strony... kosztowny chyba jestem :).

Anyway, chyba potrzebuję się upodlić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz