Home, sweet home

Home, sweet home... Tja, zostałem zawleczony do domu. Na szczęście jestem letko przekupny, więc podróż nie była taka bolesna. Z obczyzny ściągnęła matka, wraz z Drugim. Przyznam, że z biegiem lat coraz lepiej się dogaduję z obojgiem. Chyba jakiś fragment dojrzałości się do mnie przyssał i nie chce puścić.

Ale... fajnie. Lubię tu wracać, mimo pewnych cieni. Abuela z każdym rokiem słabnie. Widać, że czas, po wielu latach walki zaczyna mieć do niej przystęp. Chyba nie znam bardziej mitycznej istoty, osoby o charakterze mierzalnym z skali Mohsa.

Anyway, dobrze tu wracać. Dom. Trochę na krańcu świata, z trochę krzywym dachem, ale jednak swój. I dzika rodzina, i szalony kot-pływak. Tak...

Tak w ogóle, i PS. to przygotowania do Camino de Santiago idą już pełną parą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz