Espanha...

Ech... przyznam, że kiedy zagadał na portalu, nieco niedwuznacznie, to miałem mieszane uczucia. Warunki padły jasne - no sex, no drugs, no rock'n'roll, ale możemy pójść na kawę. Skończyło się na piwie, a fakt, że nie było pożegnalnego pocałunku będzie mnie prześladował jeszcze dobrą chwilę.

Jej... on był OCH. Upadłem widząc go z odległości. Jako że jestem krótkowidzem, to z bliska miałem szansę upaść po raz drugi. Trzeba zwyczajnie mojego szczęścia żeby złapać crush na facecta który jutro wyjeżdża na rok do ARGENTYNY! Damn.

Szczęsciem to pewnie chwilowe szapnięcie chuci, więc łatwo się człek ogarnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz